Kolekcjoner szczęścia

O chwilach, które mają wielką moc.

Seria 3: Kierunek, filar: Szczęście

Szczęście duże i małe

   Mam ten przywilej, że sięgając pamięcią w przeszłość, potrafię wskazać wiele momentów prawdziwego, dużego szczęścia. Czułem wówczas wzruszenie, pojawiło się nawet kilka łez, które choć słone, smakowały wyjątkowo słodko. Okoliczności dość typowe: motyle w brzuchu zakochanych, narodziny dzieci, kilka dużych wydarzeń prywatnych i zawodowych.
   Oprócz tego kilka momentów, gdy moje szczęście było w rękach innych – egzaminy, przyjęcie do nowej pracy, negocjacje dużego kontraktu itp. Dość typowe sytuacje, gdy życzymy sobie szczęścia. Natura takich wydarzeń jest zwykle wyjątkowa, więc zapadają w pamięć i bywają lekarstwem duszy w trudnych momentach.

   Z upływem lat zauważyłem, że więcej „stanu szczęścia” odnajduję w drobnych i pozornie zwykłych sytuacjach. Zachód, czy wschód słońca. Spacer z bliską osobą. Kawa z porannym słońcem na twarzy. Zapach lasu podczas joggingu, widok słoneczników skąpanych w słońcu na tle ciężkich, burzowych chmur.
   Dzisiaj uczę się czerpać pełnymi garściami z pojedynczych chwil. Przestałem czekać, zacząłem tworzyć. Tworzyć okazje, które zamieniam na chwile szczęścia. Jestem na dobrej drodze, by stać się kolekcjonerem szczęścia!

Czy patrzyliście dzisiaj w niebo?

   Dobrze pamiętam ten moment. Był piękny, słoneczny dzień a ja jak zwykle pędziłem z jednego spotkania na drugie. Od rana uwięziony pod dachem samochodu, później biura. Ze wzrokiem przykutym do e-maili, prezentacji, ekranu telefonu. I wtedy usłyszałem to pytanie w radiu: czy patrzyłeś dzisiaj w niebo? Nie wiem nawet, dlaczego na to zareagowałem. Wyszedłem na zewnątrz, zatrzymałem się i spojrzałem w głęboki błękit nad sobą.

   Nie potrafię tego wyjaśnić, ale to było małe emocjonalne oberwanie chmury. Nagromadzone napięcie odpłynęło, czas przestał istnieć, mój mózg zalała fala hormonów. Wszystko w ułamku sekundy. Kilka chwil później, kiedy nasyciłem się kolorem nieba, zacząłem zauważać też ciepło i zapach letniego wiatru. Jakoś tak się stało, że w jednej chwili zrzuciłem ciężki plecak, pełen napięcia zastępując je chwilą szczęścia.

Egzaltowane? Trochę, ale ta niby zwykła chwila zrobiła mi dzień.

Dlaczego? Myślę, że to spojrzenie w niebo było zmianą perspektywy. Zderzenie mojej bieżączki z potęgą piękna i nieskończoności.

Jak do tego doszło? Zatrzymałem się. Na moment wyszedłem z paradygmatu obowiązków i odpowiedzialności.

Czy to może mieć trwały efekt? Dzisiaj już wiem, że tak.

   Myślę, że ze szczęściem jest jak z marzeniami. Można czekać, aż się zmaterializują, albo podjąć realne działania. Marzenia są zwykle bardziej skonkretyzowane niż szczęście, które jest przecież ulotną chwilą. Jak więc zarządzić mgnieniem, jak sprawić by częściej było obecne w naszym życiu? Co, jeśli powiem, że coś tak ulotnego może stać się twoją codziennością!

Zacznij od małych rzeczy

   Zamień rutynowo pitą kawę po przyjściu do pracy, w chwilę dla siebie. Poczuj smak i aromat, nie myśl o kolejnych spotkaniach i trudnych rozmowach. Doceń miejsce, w którym jesteś (fizycznie, ale też na osi swojego życia). Zatrzymuj w ciągu dnia drobne chwile, za które możesz poczuć wdzięczność. Spójrz w niebo…

Zapomnij o multitaskingu  (jeśli należysz do 97,5% populacji)

   Istnieje wiele dobrze udokumentowanych badań, które obalają mit multitaskingu. W jednym z nich (Strayer & Johnston (2001 / 2010, Psychological Science) udowodniono, że rozmowa przez telefon podczas prowadzenia samochodu (również zestaw głośnomówiący) odpowiada prowadzeniu pojazdu przy stężeniu alkoholu we krwi wynoszącym 0,8‰. Zaledwie 2,5% populacji (tzw. supertaskersi) potrafi wykonywać dwa złożone zadania jednocześnie bez spadku wydajności. Dla pozostałych 97,5% jest to biologicznie niemożliwe.
   Potraktuj ten fakt jako przywilej. Wybieraj to, co najważniejsze i zrób to, najlepiej jak potrafisz. Satysfakcję z dobrze wykonanego zadania wzmocnij mikro nagrodą – niech dopamina zrobi swoje.

Zostań adwokatem swojego dnia

   Codziennie ktoś czegoś od ciebie chce. Tym bardziej, im jesteśmy lepsi w tym, co robimy. Kiedyś był to pewnie powód do dumy, że jesteśmy tak potrzebni. Dzisiaj chcąc żyć według swojego scenariusza, warto nauczyć się mówić NIE. Asertywność to nasz najważniejszy oręż w obronie własnego planu dnia. Planu, w którym umieszczamy to, co jest ważne dla nas, swoje małe rutyny, dające poczucie, że dzień przebiega na naszych warunkach. Nie zapomnij nagradzać siebie nawet za małe sukcesy (moją mini nagrodą jest przerwa na słodki owoc). To uczy mózg, że jest bezpośrednia zależność między wysiłkiem a nagrodą. Niech hormony szczęścia czynią swoją powinność 🙂

Small talk ma wielką moc

   Zazwyczaj skupiamy się na budowaniu głębokich relacji rodzinnych czy partnerskich. Codzienne poczucia szczęścia budują jednak small talki. To tzw. słabe więzi – krótka pogawędka z sąsiadem, uśmiech wymieniony z kimś na spacerze w lesie czy rozmowa ze sprzedawcą w piekarni za rogiem. To one dają codzienne, ewolucyjne poczucie bezpieczeństwa i przynależności do plemienia.

Pozwól im na to

   Szczęście to także sztuka odpuszczania. Skoro nie musisz się z nikim porównywać, nie musisz też nikogo poprawiać ani kontrolować. Jeśli ktoś chce żyć w ciągłym stresie, pędzić za kolejnym awansem lub krytykować twoje wybory – pozwól mu. Świadome oddanie kontroli nad tym, na co nie mamy wpływu, pozwolenie innym ludziom na bycie sobą i podejmowanie własnych błędów to potężna technika otwierająca nas na doświadczanie codziennego szczęścia.

Narzędziownik:  

4 kroki do codziennego szczęścia

1. Tu i teraz

– zatrzymaj się, dostrzeż, enjoy. Na chwilę zapomnij o liście To do.
– poczuj wdzięczność – stąd tylko mały krok do szczęścia!
– rób jedną rzecz na raz,
zrób ją najlepiej jak potrafisz, ciesz się rezultatem.

2. Fundamenty dobrego dnia
– projektuj i chroń dobre rutyny: kawa dla jej smaku i aromatu, poranny trening lub spaceru, kilka stron książki, wieczorna rutyna 3-2-1 (polecam Seria 2, filar Zdrowie)
– celebruj małe zwycięstwa, mózg zacznie wiązać wysiłek z nagrodą.

3. Siła słabych więzi
– small talk z sąsiadem, uśmiech wymieniony z kimś na spacerze, czy rozmowa ze sprzedawcą.
– znajdź lokalną przestrzeń (kafejka, park, piekarnia), w której będziesz bywać regularnie o tej samej porze. Rozpoznawalność przez baristę, sąsiadów, stałych bywalców dają poczucie przynależności do wspólnoty.

4. Osobisty kompas
– filozofia Good Enough i detoks od porównań (polecam Seria 3, filar Dostatek). Wystarczająco dobre życie jest lepsze niż idealne. Jedyne logiczne porównanie, które ma sens, to ja dzisiaj vs ja wczoraj.
– pozwól im na to (polecam Seria 2, filar Razem). Szczęście to także sztuka odpuszczania. Pozwól im robić, co uważają za słuszne, pozwól sobie na codzienne chwile szczęścia.

Zadanie na dziś:
Wybierz jedną mikrorutynę np. poranna kawa, droga do/z pracy, kąpiel w wannie. Dopilnuj, żeby w tym czasie nie pomyśleć o niczym, co musisz zrobić później.

Carpe diem…

Przewijanie do góry